sobota, 20 czerwca 2020

Whoring the urban space / Stręczycielstwo przestrzeni miejskiej

Whoring the urban space

"Under condition of prohibition and the spatial order created by capitalism will be found spaces and forms of sanctioned transgression. These are activities and uses of urban space that are officially and unofficially authorized to occur in selected places at certain times of the day - or night:
'Space is divided up into designated (signified, specialized) areas and into areas that are prohibited (to one group or another). It is further subdivided into spaces of work and spaces for leisure, and into daytime and night-time spaces. The body, sex and pleasure are often accorded to no existence, either mental or social, until after dark, when the prohibitons that obtain during the day, during 'normal' activity, are lifted. This secondary and derivative existence is bestowed on them, at night, in sections of the city. (...) In accordance with this division of urban space, a stark contrast occurs at dusk as the lights come one in the areas given over to 'festivity', while the 'business' districts are left empty and dead. Then in a brightly illuminated night the day's prohibitions give way to profitable pseudo-transgressions' (Henri Lefebvre). 
Night-time urban spaces are also often demarcated through the act of affixing labels, such as 'entertainment zone', 'eat street' and 'red-light district'. (...) Interesting in this context is Joanne Hanley's study of the way in which a local council used a strategy of spatial containment in an effort to control street prostitution in the face of opposition from middle-class residents who were keen to see their suburb gentrify and so wanted to change the way in which the streets were used at night. As Lefebvre argues, the breaking up or 'fragmentation' of space is very much about the exercise of power and the maintenance of control, but, of course, (...) night also provides opportunities for transgression that may not be officially sanctioned.  
(...) The city can offer women the freedom to transgress. But their presence in the city at night historically has been considered a 'problem of order', in part because of its symbolic association with 'the promise of sexual adventure'. As a result, much urban and social policy has been underpinned by the aim of controlling/containing women's movement through the night-time city. Lefebvre's notion of the 'right to the city' can perhaps be recast as 'women's right to the carnival, intensity and even the risks of the city' (Wilson) - the right to be disorderly.  
(...) Young women are behaving in the city at night in very similar ways to young men. And the result has been something of a moral panic prompted largely by the incongruity of established notions of femininity and those of drunken female body in public space. It becomes once again a question of order. 
At different times in Australia and the United Kingdom, government-funded media campaigns have been run in an attempt to address the problem of 'binge drinking' that has become such a feature of the night-time economy, and women have explicitly been targeted. The aim, in effect, is to tell young women what is appropriate behaviour in the urban night-time economy. Central to these campaigns has been what Rebecca Brown and Melissa Gregg call a 'pedagogy of regret', whereby intoxicated young women are depicted in a range of vulnerable, degrading and often sexually compromising situations in the urban night-time as an outcome of being drunk. Regret is used as tactic intended to scare young women into controlling their behaviour and protecting themselves from doing what they will later 'regret'. (...) However, rather than being sources of regret 'in the morning', the empirical evidence suggests that, for many young women, excessive drinking and disorderly behaviour whilst drink are actually important aspects of their enjoyment of a night out. (...) It may be, too, that drinking and drunkenness are key element of the way in which many young women now express their friendships and assert their feminine identities."
D. Stevenson, The City, Wiley 2012.

Stręczycielstwo przestrzeni miejskiej

"Pod powierzchnią kapitalistycznej rzeczywistości zakazów i przestrzennego porządku kryją się przestrzenie i formy usankcjonowanej transgresji. Są to czynności i sposoby użytkowania przestrzeni miejskiej, których występowanie oficjalnie lub nieoficjalnie uprawomocnia się w wyznaczonych miejscach i o określonych porach dnia lub nocy: 
'Przestrzeń dzieli się na obszary desygnowane (znaczone, wyspecjalizowane) oraz na obszary zakazu (obejmującego tę czy inną grupę). Dalej dzieli się ona na przestrzenie pracy i czasu wolnego, a także na przestrzenie nocne i dzienne. Ciało, seks i przyjemność są często traktowane tak, jakby nie istniały czy to na płaszczyźnie psychicznej, czy społecznej, aż do nastania zmroku, kiedy nakazy nałożone za dnia - w ramach <<normalnego>> trybu życia - zostają uchylone. Ta wtórna i pochodna egzystencja przyznawana jest im nocą, w określonych częściach miasta. (...) Za sprawą takiego podziału przestrzeni miejskiej o zmierzchu można zaobserwować wyraźny kontrast, kiedy w okolicach przeznaczonych do <<świętowania>> rozbłyskują światła, a dzielnice <<biznesowe>> pustoszeją i zamierają. Wtedy to, w jasno rozświetlonej nocy, zakazy obowiązujące za dnia ustępują miejsce intratnym pseudotransgresjom'. 
Granice nocnych przestrzeni miejskich wyznacza się także przez nadawanie odpowiednich oznaczeń, takich jak 'strefa rozrywki', 'ulica gastronomiczna', 'dzielnica czerwonych latarni'. (...) Interesujące w tym kontekście jest badanie Joanne Hanley, która opisuje, jak pewna lokalna rada wykorzystała strategię uszczelniania granic przestrzeni, usiłując zapanować nad uliczną prostytucją; działania te podjęto pod wpływem nacisku ze strony mieszkańców, przedstawicieli klasy średniej, którzy chcieli doprowadzić do gentryfikacji swojego przedmieścia i w związku z tym dążyli do zmiany sposoby użytkowania swej okolicy po zmroku. Jak przekonuje Lefebvre, rozbicie czy też 'fragmentacja' przestrzeni w dużej mierze sprowadza się do kwestii sprawowania władzy i utrzymywania kontroli, ale oczywiście noc umożliwia także dokonywanie takich transgresji, które niekoniecznie zostały oficjalnie usankcjonowane. 
(...) Należy wystrzegać się upraszczania i uogólniania relacji kobiet z miastem. Jak pisze na przykład Elizabeth Wilson: 'Kobieta obecna jest w mieście jako kusicielka, dziwka, kobieta upadła czy lesbijka, ale także jako uosobienie narażonej na niebezpieczeństwo cnotliwej kobiecości, heroicznej kobiecości, która triumfuje nad pokusą i zgryzotami'. (...) Miasto może zaoferować kobietom odpowiednie warunki do dokonywania transgresji. Ich obecność w nocnym mieście była jednak tradycyjnie uważana za pewne 'zakłócenie porządku', po części z powodu symbolicznego skojarzenia jej z 'obietnicą przygody seksualnej'. W efekcie u podłoża wielu miejskich i społecznych strategii leżało dążenie do tego, by kontrolować/ograniczać przemieszczanie się kobiet w mieście po zmroku. Ukute przez Lefebvre'a pojęcie 'prawo do miasta' można by przeformułować na 'prawo kobiet do udziału w karnawale, do korzystania z intensywności, a nawet z zagrożeń miasta' (Wilson) - prawo do zakłócania porządku.  
(...) Zachowanie młodych kobiet w mieście nocą bardzo przypomina zachowanie młodych mężczyzn. Wywołuje to coś na kształt moralnej paniki, którą podsyca zderzenie utrwalonych wyobrażeń kobiecości i widoku upojonego alkoholem kobiecego ciała w przestrzeni publicznej. W efekcie oznacza to więc powrót do kwestii ładu i porządku.
W różnych okresach rządy Australii i Zjednoczonego Królestwa finansowały kampanie medialne mające przeciwdziałać problemowi 'libacji alkoholowych', które stały się nierozłącznym elementem nocnej ekonomii, a adresatami tych spotów były w szczególności kobiety. Cel stanowiło uświadomienie młodym kobietom, jak należy się właściwie zachowywać w ramach nocnej ekonomii miejskiej. Kampanie te, jak określiły to Rebecca Brown i Melissa Gregg, opierają się na 'pedagogii wyrzutów sumienia', wpajanej poprzez ukazywanie nietrzeźwych młodych kobiet w różnych niebezpiecznych, upadlających i często seksualnie upokarzających sytuacjach, będących skutkiem nadmiernego spożycia alkoholu w nocnej przestrzeni miasta. Metoda wzbudzania 'wyrzutów sumienia' ma wstrząsnąć młodymi kobietami do tego stopnia, by kontrolowały swoje zachowania i nie robiły tego, czego później będą żałować. (...) Empiryczne dowody sugerują jednak, że zamiast 'dzień po' żałować swojego postępowania, młode kobiety postrzegają nadmierne spożywanie alkoholu i zakłócanie porządku w stanie nietrzeźwym jako w gruncie rzeczy istotne aspekty przyjemności związanej z wyjściem na miasto nocą. (...) Nie sposób również wykluczyć, że spożywanie alkoholu i nietrzeźwość są współcześnie głównymi sposobami wyrażania przez młode kobiety przyjaźni i utwierdzania kobiecej tożsamości".
D. Stevenson, Miasto, przeł. M. Topa, Gdańsk 2019, s. 115-140.

czwartek, 18 czerwca 2020

The organization of disorganization / Organizacja dezorganizacji

The organization of disorganization

Morning Star was to be a utopia of the nongoverned, a nonhierarchical community, a place that sought to exist far beyond the domain of patriarchs and landlords as well as of extant social and material norms. (…) Following a mention of the “Morning Star Colonists” in “The Hippies: The Philosophy of a Subculture,” Time’s famous cover story of July 7, 1967, the 31.7-acre property quickly attracted large numbers of residents and visitors and with them the attention (and wrath) of Sonoma Country officials. (…) In late June 1967, Gottlieb was charged with operating an organized camp in violation of State public health regulations. The San Francisco Chronicle recounted that, upon being arrested, he had wryly announced, “If they find any evidence of organization here, I wish they would show it to me.”

F.D. Scott, Bulldozers in Utopia: Open Land, Outlaw Territory, and the Code Wars In I. Boal, J. Stone, M. Watts, C. Winslow (eds.), West of Eden. Communes and Utopia in Northern California, Oakland 2012, p. 60, 62. 

Organizacja dezorganizacji

„Morning Star” miała być utopią nierządzonych, niehierarchiczną społecznością, miejscem, które próbuje egzystować z dala od domen patriarchów i właścicieli nieruchomości, a także istniejących norm społecznych i materialnych. (…) Po wzmiance dotyczącej „kolonistów z Morning Star” w „Hipisach: Filozofii subkultury”, okładkowym artykule z magazynu „Time” z 7 lipca 1967 roku, działka o wielkości 31,7 akrów szybko przyciągnęła dużą liczbę mieszkańców i gości, a wraz z nimi także uwagę (i gniew) urzędników Sonoma Country. (...) Pod koniec czerwca 1967 Gottliebowi postawiono zarzuty prowadzenia zorganizowanego obozu z naruszeniem przepisów stanowych o zdrowiu publicznym. „The San Francisco Chronicle” relacjonował, że podczas aresztowania, [Gottlieb] gorzko oświadczył: „Jeśli znajdą tutaj jakiekolwiek dowody organizacji, chcę, żeby mi je zaprezentowali”.

F.D. Scott, Bulldozers in Utopia: Open Land, Outlaw Territory, and the Code Wars, [w:] I. Boal, J. Stone, M. Watts, C. Winslow (red.), West of Eden. Communes and Utopia in Northern California, Oakland 2012, s. 60, 62.

sobota, 6 czerwca 2020

The sky for a blanket, the earth for a mattress / Niebo za przykrycie, ziemia za posłanie

The sky for a blanket, the earth for a mattress


"Potentially a pauper was the man who barely scraped a living from his work. If he lost his physical strength, if a marriage partner died, if there were too many children, if the price of bread was too high or the winter harsher than usual; if employers refused work, or wages fell - the victim would have to appeal for help to survive until better days. (...) 
One step further into misfortune set one on the way to beggary and vagrancy inferior conditions in which, contrary to received wisdom, one did not live 'free as air at others' expense' . I must stress the distinction one frequently encounters in contemporary documents between the pauper wretched but not despised - and the beggar or vagrant, a ne'er-do-well who offended the eyes of respectable folk. Oudard Coquault, the bourgeois of Reims writes in his journal in February 1652 of the great number of the disinherited who had come to town, 'not seeking a living [that is looking for work, the worthy poor whom one should succour] but the unworthy poor, who eat bran, herbs, capbage stumps, slugs, cats and dogs; to salt their soup, they take the water in which mussels have been soaked'. Here is a pitiless distinction between the 'worthy poor', the 'true pauper' and the miscreant, the 'beggar'. The good paupers were accepted, lined up and registered on the official list; they had a right to public charity and were sometimes allowed to solicit it outside churches in prosperous districts, when the congregation came out, or in market places. (...) 
The 'layabouts and vagrants' lived lives apart, and respectable folk tried to ignore this 'scum of the earth, excrement of the cities, scourge of republics, pack of gallows-birds ... There are so many of them on all sides that it would be hard to count them, and they are good for nothing but the galleys, or to be hanged as an example'. Why waste pity on them? 'I have heard them talk and learnt that those who have grown accustomed to this life cannot leave it off. They have no cares, pay no rents or taxes, have no losses to fear; they are independent, they warm themselves by the sun, sleep and laugh as long as they like, are at home everywhere, have the sky for a blanket, the earth for a mattress; they are birds of passage, following the summer and the fine weather; they go only to prosperous countries where they are given food or can find it ... are free to go anywhere ... in a word, they have no worries.' Thus a bourgeois merchant of Reims explaining to his children the social problems of his time..." 

F. Braudel, The Wheels of Commerce. Civilization and Capitalism 15th-18th Century, Volume II, London 1983, p. 506-507, 512.

Niebo za przykrycie, ziemia za posłanie


"Człowiek, który żyje wyłącznie ze swej pracy, jest już potencjalnym ubogim. Gdy tylko przestanie być sprawny fizycznie, gdy śmierć zabierze jednego z małżonków, gdy przyjdzie na świat zbyt wiele dzieci, chleb będzie za drogi, a zima mroźniejsza niż zazwyczaj, gdy pracodawcy odmówią zatrudnienia, gdy spadną płace, już ofiara, chcąc przetrwać do lepszych czasów, musi szukać ratunku u ludzi. (...) 
Wystarczy jednak jeszcze jeden krok i już nieszczęśnik może stać się włóczęgą lub żebrakiem. Jest to poziom najniższy, na którym, wbrew temu, co utrzymują moralizatorzy, z pewnością nie żyje się 'bez trosk i na koszt innych ludzi'. Należy zwrócić szczególną uwagę na to jakże częste rozróżnienie w ówczesnych tekstach pomiędzy biednym - człowiekiem nieszczęsnym, lecz jeszcze nie godnym pogardy - a żebrakiem czy włóczęgą, nierobem, którego uczciwi ludzie nie są w stanie tolerować. Oudard Coquault, kupiec i mieszczanin z Reims, opowiada w lutym 1652 roku o znacznej liczbie nędzarzy, którzy właśnie przybyli do miasta, a nie są to 'ci, co życia szukają [to znaczy zarobku, rozsądni ubodzy, godni tego, by udzielić im wsparcia], lecz bezwstydni nędzarze, zajmujący się żebraniną, jedzący chleb z otrębów, trawę, kapuściane głąby, ślimaki, psy i koty; gdy chcą osolić zupę, używają wody pozostałej po odsoleniu ryb'. Oto co bezapelacyjnie odróżnia dobrego, prawdziwego ubogiego od złego, żebraka. Dobry biedny to biedny akceptowany, włączony pod wspólną komendę, wpisany na listy odpowiednich urzędów, ten, który ma prawo do publicznego miłosierdzia, któremu zezwala się nawet prosić o jałmużnę w bogatych dzielnicach, gdy po mszy ludzie wychodzą z kościołów, lub na rynkach. (...)
Próżniacy i włóczędzy żyją na uboczu, a ludzie uczciwi starają się zapomnieć o tych 'mętach, miejskim gnoju, zarazie republik, ozdobie szubienic (...) tylko na galery lub po to, by w postaci wisielców dla innych stali się przestrogą'. Po cóż mi współczuć? 'Słyszałem, jak powiadano, i dowiedziałem się tedy, że ci, którzy nawykli do owego sposobu życia, nie potrafią go już poniechać; nie mają żadnych powinności, nie płacą ni dzierżaw, ni podatków, nie lękają się żadnych strat, żywot wiodą od nikogo niezawisły, grzeją się na słońcu, śmieją się, ile wlezie, wszędy są u siebie, za przykrycie niebo im służy, za posłanie ziemia, niczym przelotne ptaki ciągną za latem i piękną pogodą, zdążając jedynie do krain bogatych, gdzie mogą coś wyprosić i gdzie znajdą coś do zabrania (...), wszędy są wolni (...), a wreszcie i trosk żadnych nie mają'. W ten oto sposób pewien kupiec, mieszczanin z Reims, wyjaśnia dzieciom społeczne problemy swoich czasów".

F. Braudel, Gry wymiary. Kultura materialna, gospodarka, kapitalizm. XV-XVIII wiek, tom 2, przeł. E.D. Żółkiewska, Warszawa 2019, s. 446-447, 452.