środa, 5 kwietnia 2023

Underground Passages and Anarchist Poetics / Podziemne przejścia i poetyka anarchistyczna

Underground Passages and Anarchist Poetics

"When reading, then, an anarchist is not (only) engaged in abstract, silent, immobile cognition; reading becomes something concrete, physical, bodily, kinetic. The relation of reader to author is also imagined in terms of a kind of visceral, immediate presence that resists the anomie and isolation O’Connor identifies as the defining features of modern, urban, industrial life.

Anarchist readers, even when they are not really listeners to a lector or lectora, sometimes seem to be trying to create or recreate communal conditions through the practice of reading, in part because they are so often “geographically, economically, and intellectually marginalized,” as Joanne Ellen Passet puts it.

Geographically, first: they are often prisoners, deportees, immigrants, hobos, refugees, and other people in transit: displaced Andalusian peasants in Barcelona; Catalans in the Brazilian port city of Santos; Puerto Ricans and Germans in New York; Jews and Italians in Buenos Aires or Rosario; Spanish exiles in London or Mexicans in St. Louis; Koreans in China; Chinese in Tokyo or Paris; and so on.

Economically, in the second place: anarchist readers are generally working-class, often in precarious positions; many are (or, having been displaced, were) artisans, practicing trades threatened by the advance of industrial capitalism (e.g., shoemakers, weavers, tanners, cabinetmakers), although many, particularly with the rise of revolutionary syndicalism, are also to be found among the industrial working class (e.g., miners, garment workers, longshoremen, sailors); before the Second World War, a minority are middle-class professionals (e.g., journalists, educators, doctors, artists, engineers) or economically marginalized (tramps, migrant laborers, prostitutes, etc.). In the late-twentieth century, with the ethnic assimilation of immigrants, the recuperation of workers’ movements and the emergence of oppositional youth subcultures, young people living in semi-voluntary poverty reinvent drop-out culture. Half the respondents to a recent global survey of anarchists were aged sixteen to twenty-five, and almost two-thirds reported coming from middle-class backgrounds.

Last, intellectually: many anarchists, particularly in the periods before the First World War, if they are not illiterate, lack a formal education, excluded from the institutions that produce, consecrate, and circulate knowledge (especially before the advent of compulsory public schooling, which arrived especially late in Spain, for instance). Driven by what Lily Litvak describes as an “enormous thirst for knowledge, encompassing all fields of culture and science,” they frequently become autodidacts.

It is not at all surprising that such “unstable, marginal, and heterogeneous reader[s]” set about constituting counter-­communities. What is striking is the extent to which it was “the printed word,” as Kenyon Zimmer observes, that “created an imagined, text-based transnational community of anarchists, and transmitted the movement’s ideology across space while sustaining collective identities across time.” This took place partly through the establishment of an ongoing conversation in anarchist periodicals among the readers and writers—who were and are often the same people.Anarchist poets helped to construct a sphere of relations sufficiently opaque to the larger publics inhabited by anarchists to resemble the private realm, and at the same time translucent, “indefinite” in its extent, “mediated by print, theater, diffuse networks of talk,” to borrow the language of Michael Warner’s Publics and Counterpublics. We might extend Ferguson’s observations to conclude that anarchist poets are vital architects of an “emergent anarchist counterpublic”—a social world “defined by [its] tension with a larger public,” its constituency “marked off from persons or citizens in general.”

Such a counterpublic, while maintaining a vigilant and at times painful consciousness of its subordinate or subaltern relationship to the larger (and hostile) public within which it is embedded, would appear to have a number of advantages over the grand public. Its smaller scope—perhaps especially important for anarchists caught up in movements of displacement and migration, whether fleeing from Russian shtetls to the Argentine pampas or from rural Catalonia to seek factory work in Barcelona—could retain something of the intimacy of village life (even the intimacy of personal bickering), as against the anonymity and impersonality of the great urban centers. Like other counterpublics, as Warner notes, it permits “discussion … understood to contravene the rules obtaining in the world at large, being structured by alternative dispositions or protocols, making different assumptions about what can be said or what goes without saying.” Anarchist counterpublic discourse, thus, can unfold partially outside the range of locally tolerated opinion and expression, the little space between official orthodoxy and the outer limits of heterodoxy—the invisible boundaries of “free” public discourse.

(...) If a certain kind of vagrancy is part of the condition of much anarchist poetry, it is doubly so for anarchist song. As the book’s editors acknowledge, the prototypical creator and transmitter of the anarchist song is not the proletarian, but a more marginal type, a lumpenproletarian: the tramp, the itinerant, possessing only the most tenuous ties to the world of work. In France, this “quasi-­mythical” figure, elevated to the status of an ideal, was called the trimardeur (from trimancher, in French argot, “to walk along the road”): the voluntary vagrant, who, having refused employment and citizenship alike, is free to be a full-time militant. As a “total anarchist,” the trimardeur was imagined as escaping the dilemma of vocation that haunted proletarians; as Pessin observes, “with the practice of the ‘trimard,’ anarchy is no longer a belief, a conception, or an activity separate from the rest of the individual’s existence.” Known in Italian as cavalieri erranti (knights-errant), in English as the hobo, this nomad is the privileged carrier of song to whom the Nacht brothers intend to provide a paper “travelling companion”:

'As soon as one comes into a new country, among comrades of other languages, one wants to share their enthusiasm before one can speak with them, one wants to sing their songs with them; one quite often learns the language from revolutionary songs, and later carries this song back to the homeland, a warm memory in happy hours, which one has brought back from the circles of comrades in other land'."

J. Cohn, Underground Passages: Anarchist Resistance Culture, 1848-2011, Oakland and Edinburgh 2014.


Podziemne przejścia i poetyka anarchistyczna

"Zatem podczas aktu czytania anarchista nie jest (wyłącznie) zaangażowany w abstrakcyjne, ciche, nieruchome poznanie; czytanie staje się czymś konkretnym, fizycznym, cielesnym, kinetycznym. Relacja czytelnika do autora jest również wyobrażana w kategoriach pewnego rodzaju instynktownej, bezpośredniej obecności, która opiera się anomii i izolacji, określonej przez O'Connora jako cechy definiujące nowoczesne, miejskie, przemysłowe życie.

Czytelnicy anarchistyczni, nawet jeśli tak naprawdę nie są słuchaczami lektora lub lektorki, czasami wydają się próbować stworzyć lub odtworzyć wspólnotowe warunki poprzez praktykę czytania, po części dlatego, że tak często są 'geograficznie, ekonomicznie i intelektualnie zmarginalizowani”, jak ujęła to Joanne Ellen Passet.

Po pierwsze, geograficznie: często są to więźniowie, deportowani, imigranci, włóczędzy, uchodźcy i inne osoby będące w tranzycie: wysiedleni andaluzyjscy chłopi w Barcelonie; Katalończycy w brazylijskim mieście portowym Santos; Portorykańczycy i Niemcy w Nowym Jorku; Żydzi i Włosi w Buenos Aires lub Rosario; hiszpańscy wygnańcy w Londynie czy Meksykanie w St. Louis; Koreańczycy w Chinach; Chińczycy w Tokio lub Paryżu; i tak dalej.

Z ekonomicznego punktu widzenia, po drugie: anarchistyczni czytelnicy są generalnie przedstawicielami klasy robotniczej, często stojąc na niepewnej pozycji; wielu z nich jest (lub było, zanim ich przesiedlono) rzemieślnikami wykonującymi zawody zagrożone postępem kapitalizmu przemysłowego (np. szewcy, tkacze, garbarze, stolarze); chociaż wielu, szczególnie wraz z powstaniem rewolucyjnego syndykalizmu, można również znaleźć wśród przemysłowej klasy robotniczej (np. górników, robotników tekstylnych, dokerów, marynarzy); przed II wojną światową w mniejszości byli profesjonaliści z klasy średniej (np. dziennikarze, pedagodzy, lekarze, artyści, inżynierowie) lub ekonomicznie zmarginalizowani (włóczędzy, robotnicy migrujący, prostytutki itp.). Pod koniec XX wieku, wraz z asymilacją etniczną imigrantów, przechwyceniem ruchów robotniczych i pojawieniem się opozycyjnych subkultur młodzieżowych, młodzi ludzie żyjący w na poły dobrowolnej biedzie odkrywają na nowo kulturę wyrzutków. Połowa respondentów ostatniego globalnego badania anarchistów była w wieku od szesnastu do dwudziestu pięciu lat, a prawie dwie trzecie deklarowało, że pochodzi z klasy średniej.

Wreszcie, intelektualnie: wielu anarchistów, szczególnie w okresach przed pierwszą wojną światową, jeśli nie było analfabetami, to brakowało im formalnego wykształcenia, byli oni wykluczeni z instytucji, które produkują, uświęcają i rozpowszechniają wiedzę (zwłaszcza przed nadejściem obowiązkowej edukacji publicznej, która przybyła szczególnie późno na przykład do Hiszpanii). Kierując się tym, co Lily Litvak nazywa 'ogromnym pragnieniem wiedzy, obejmującym wszystkie dziedziny kultury i nauki', często stają się samoukami.

Wcale nie jest zaskakujące, że tacy 'niestabilni, marginalni i heterogeniczni czytelnicy' zabrali się za tworzenie kontrpubliczności. Uderzający jest zakres, w jakim to akurat 'słowo drukowane', jak zauważa Kenyon Zimmer, 'stworzyło wyimaginowaną, opartą na tekście transnarodową społeczność anarchistów i przeniosło ideologię ruchu w przestrzeń, jednocześnie podtrzymując zbiorową tożsamość w czasie'.  Odbyło się to częściowo dzięki zapoczątkowaniu trwającej w anarchistycznych periodykach konwersacji między czytelnikami i pisarzami – którzy często byli i są tymi samymi ludźmi. Poeci anarchistyczni pomogli zbudować sferę relacji wystarczająco nieprzejrzystą dla szerszej publiczności zamieszkałej przez anarchistów, by przypominała sferę prywatną, a jednocześnie przejrzystą, 'nieokreśloną' w swoim zasięgu, 'zapośredniczoną przez druk, teatr, rozproszone sieci rozmów', by zapożyczyć stwierdzenie z Publics and Counterpublics Michaela Warnera. Moglibyśmy rozszerzyć obserwacje Fergusona, aby dojść do wniosku, że anarchistyczni poeci są znaczącymi architektami 'wyłaniającej się anarchistycznej kontrpubliczności' – świata społecznego 'zdefiniowanego przez napięcie, w jakie wchodzi on z większą publicznością', którego zasięg 'oddzielone jest od ogółu osób lub obywateli'.

Taka kontrpubliczność, zachowując czujną i czasami bolesną świadomość swojego podporządkowanego lub podrzędnego stosunku do szerszej (i wrogiej) wobec niej publiczności, w obrębie której jest osadzona, wydaje się mieć szereg zalet w stosunku do większej publiczności. Jej mniejszy zakres – być może szczególnie ważny dla anarchistów uwikłanych w ruchy wysiedleńcze i migracyjne, czy to uciekających z rosyjskich sztetli na argentyńskie pampy, czy z wiejskiej Katalonii w poszukiwaniu pracy w fabrykach w Barcelonie – mógłby zachować coś z intymności wiejskiego życia (nawet intymność osobistych sprzeczek), w przeciwieństwie do anonimowości i bezosobowości wielkich ośrodków miejskich. Podobnie jak inne kontrpubliczności, jak zauważa Warner, pozwala na 'dyskusję rozumianą jako sprzeczną z regułami panującymi w całym świecie, zorganizowaną na podstawie alternatywnych dyspozycji lub protokołów, przyjmującą różne założenia dotyczące tego, co można powiedzieć, a co jest oczywiste'. Anarchistyczny dyskurs kontrpubliczności może zatem rozwijać się częściowo poza zakresem lokalnie tolerowanych opinii i wypowiedzi, w niewielkiej przestrzeni między oficjalną ortodoksją a zewnętrznymi granicami heterodoksji – w niewidzialnych granicach 'wolnego' dyskursu publicznego.

(...) Jeśli pewien rodzaj włóczęgostwa jest częścią położenia stojącego za większością poezji anarchistycznej, dotyczy to w dwójnasób anarchistycznej piosenki. (...) Prototypowym twórcą i odtwórcą pieśni anarchistycznej nie jest proletariusz, ale typ bardziej marginalny, lumpenproletariusz: włóczęga, wędrowiec, posiadający jedynie najsubtelniejsze związki ze światem pracy. We Francji tę 'quasi-mityczną' postać, podniesioną do rangi ideału, nazywano trimardeurem (od trimancher, co we francuskim argocie oznacza 'iść drogą'): ochotniczym włóczęgą, który odmówiwszy zatrudnienia i obywatelstwa, może stać się pełnoetatowym bojownikiem. Jako 'totalny anarchista', trimardeur był wyobrażany jako uciekający przed dylematem powołania, jakie prześladował proletariuszy; jak zauważa Pessin, 'wraz z praktyką wymarszu, anarchia nie jest już wiarą, koncepcją ani czynnością oddzieloną od reszty egzystencji jednostki”. Znany po włosku jako cavalieri erranti (błędny rycerz), po angielsku jako hobo, ten nomada jest uprzywilejowanym nosicielem pieśni, któremu bracia Nacht chcą być 'towarzyszami podróży':

'Gdy tylko przybywa się do nowego kraju, wśród towarzyszy mówiących innymi językami, chce się podzielić z nimi entuzjazmem, zanim będzie można z nimi rozmawiać, chce się z nimi śpiewać ich piosenki; dość często uczy się języka z pieśni rewolucyjnych, a później tę pieśń przenosi do ojczyzny - ciepłe wspomnienie radosnych godzin, które się przywiozło z kręgów towarzyszy z innej krainy'."

J. Cohn, Underground Passages: Anarchist Resistance Culture, 1848-2011, Oakland and Edinburgh 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz